środa, 4 lutego 2009

Gwiazdy nago

Czy marzy Ci się aby zobaczyć swoją ulubioną aktorkę filmową, piosenkarkę lub inną sławną postać nago ? Jeśli tak, to wiedz że nie jesteś jedyną osobą. Wielu fanom też się marzy, aby zobaczyć zdjęcia lub materiały filmowe swojej ulubionej gwiazdy nago. Skąd ja to wiem ? Ponieważ wpisałem w narzędzie propozycji słów kluczowych frazy nago, gwiazdy nago, nazwisko pewnej sławy nago. Ilość wyszukań pod te słowa w wyszukiwarce Google jest spora. Jednak samo narzędzie do słów kluczowych to nie jedyne źródło. Czasem gdy w moich artykułach pojawia się jakieś imię i nazwisko sławnej postaci, widzę po statystykach wejścia pod frazy imienia i nazwiska gwiazdy z dodatkiem słowa nago. Dziwne jest w tym wszystkim jednak to, że fraza nago nie pojawiła się ani razu w artykule, a mimo wszystko zdobywa wejścia od niezaspokojonych nagości fanów.

Dlatego też wniosek z tego jest taki, że warto pisać od czasu do czasu artykuły o sławnych postaciach płci żeńskiej (bez dodatku nago). Może taka fraza nie będzie odznaczała się wysokim współczynnikiem konwersji (ilość wejść na dochód), ale jeśli na witrynie mamy reklamy, z której rozliczani jesteśmy na podstawie każdego klika, to zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że głodny nagości fan dokona akcji kliknięcia.

Spędzając dłuższy czas na analizie słowa nago, zauważyłem że sama fraza nie dotyczy tylko i wyłącznie pięknych, młodych i perfekcyjnie wyrzeźbionych gwiazd. Padają także frazy gwiazd, które dziś mają ponad 70 lat. Może i to jest zboczenie, ale jak to powiadają – każdy ma swoje gusta. Zatem pisząc artykuły nie skupiaj się tylko i wyłącznie na Dodzie czy Kasi Cichopek, gdyż jak widać gwiazdy starszym rocznikiem też są na topie ;)

poniedziałek, 2 lutego 2009

Bądź gotów na porażkę

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

czwartek, 29 stycznia 2009

Strona firmowa Twoją wizytówką

Czy przygotowując papierowe wizytówki, dopuściłbyś do sytuacji, w której jest ona wykonana niechlujnie, na marnej jakości papierze, nieczytelna ? Zdecydowanie nie, gdyż taka reklama może bardziej odstraszać klienta, niż zachęcić do skorzystania z Twoich usług. Podobnie jest ze stronami internetowymi. Klient wchodząc na stronę powinien czuć się na niej swobodnie i bez problemu korzystać z nawigacji. Kolejną sprawą jest jej wizualizacja, czyli elementy graficzne, formatowanie czcionek, dobór odpowiedniej kolorystyki, która kojarzyła by się z marką danej firmy. Tak bynajmniej powinno być teoretycznie. Teoria teorią, a praktyka pokazuje zupełnie co innego.

Wczoraj poszukując warsztatu, który wymieniłby mi przednią szybę w samochodzie, intuicyjnie wpisałem do Google „auto szyby [najbliższe miasta]”. I na co trafiłem ? Tylko na portale ogłoszeniowe, na których była podana tylko nazwa firmy, rodzaj działalności, regon i telefon. Jeśli już zdarzył się jakiś link do strony, to wolałbym zapomnieć że coś takiego widziałem. Totalne zero profesjonalizmu, strony wyglądały jakby zostały zrobione w Wordzie bądź innym narzędziu Microsoftu, które praktycznie do robienia stron się nie nadaje. Poziom wykonania stron był na pułapie szkoły podstawowej. Ogólnie mówiąc – TRAGEDIA.

Nie inaczej mają się tez strony oferujące kursy i szkolenia (nie mówię, że wszystkie, ale większość). Strony owszem są, ale tak jak i wyżej wykonane kiepsko z dużym wykrzyknikiem. Na niektórych spotkałem się z technologią Flash, gdzie wykorzystanie tego pięknego narzędzia, zostało totalnie zbezczeszczone. Bo kiedy tak naprawdę Flash ma zastosowanie ? Tylko wtedy gdy chcemy wywołać efekt WOW, a w tym przypadku było wręcz odwrotnie. Zamiast cudownego WOW, odczułem krytyczne BLEE. Inna sprawa to umiejscowienie stron na darmowych hostingach, które dorzucają reklamy. Sam zapewne przyznasz, że nazwa moja-firma.republika.pl nie wygląda estetycznie i nie najlepiej świadczy o firmie, która prowadzi szkolenia z zakresu obsługi komputerów i tworzenia stron WWW. Przecież koszt utrzymania pojedynczej firmowej strony, która jest od czasu do czasu aktualizowana nie jest aż tak duży. Za domenę.pl i serwer w firmie OVH zapłacimy niecałe 74 złote na rok, czyli miesięcznie wychodzi 6,16 PLN. Nie wydaje mi się aby był to duży koszt zarówno dla osoby prywatnej, a tym bardziej dla firmy.

Kolejną sprawą jest dział marketingu, a dokładniej pozycjonowania. Jak to w ogóle możliwe, że wpisując nazwę firmy wraz z miejscowością, w pierwszej i drugiej dziesiątce mamy same serwisy ogłoszeniowe, a strona na którą chcemy się dostać, leży gdzieś poza setką wyników. Pozycjonowanie pod takie niszowe frazy nie jest wybitnie trudne i nie trzeba do tego zatrudniać specjalisty. Wystarczy poczytać kilka wątków na forum PiO, aby sobie poradzić z tym problemem.

Jak widać wiele małych i średnich polskich firm nie docenia mocy Internetu, konkurencyjność w kampaniach reklamowych AdWords jest znikła, o pozycjonowaniu w naturalnych wynikach już nie wspominając. Dziś wielu z Nas ma nawyk, że poszukując usługi w danym mieście, wysyłamy zapytanie do wyszukiwarki Google, w związku z tym firmy jak najbardziej powinny dbać o swój wizerunek, prezentując ładną i estetyczną stronę, którą klient bez większych trudności będzie mógł odszukać w swojej wyszukiwarce internetowej.

wtorek, 27 stycznia 2009

Jak to zrobić ?

Wydaje Ci się, że nie masz o czym pisać na swojej stronie ? To źle Ci się wydaje. Na pewno wiesz jak poradzić sobie z jakimś problemem, jak naprawić jakiś przedmiot, czy też nawet jak ugotować smaczną potrawę. Warto więc o tym napisać, rozpoczynając tytuł od JAK. Jak już pisałem w jednym z artykułów, słowo jak jest magiczne, więc nie wahaj się go używać.

Możesz pisać nawet o zupełnie błahych problemach i sposobie ich rozwiązywania, bo co dla Ciebie może być proste, dla kogoś innego jest skomplikowane. Nawet problemy typu jak rozpakować plik, czy jak zainstalować grę XXX warto opisać. Mimo, że większość czytelników zapewne dobrze ma opanowaną obsługę komputera, to wśród internautów znajdzie się cała masa osób, które tak dobrze się na tym nie znają. Ich umiejętności sprowadzają się głównie do obsługi programu Word, uruchomienia przeglądarki internetowej, uruchomienia i zamknięcia systemu Windows. To właśnie dla takich osób mogą być Nasze artykuły pisane w formie przewodników i poradników.

Nie musisz się obawiać, że twoja strona straci na renomie tylko dlatego, że opisujesz coś co dla większości jest dziecinnie proste. Po prostu zaznacz, że to o czym piszesz jest dla użytkowników (bądź innej społeczności) początkujących.

Pisząc pamiętaj o zasadzie prostoty. Nie używaj trudnych słownikowych słów, lecz dobieraj takie by dla każdego były zrozumiałe.

Dzięki Naszemu poradnikowi jak to zrobić, zdobędziemy dodatkowy ruch na stronie. Zwykle takie artykuły łapią dużo słów niszowych, co może zagwarantować wysoką pozycję w wyszukiwarce już po lekkim podlinkowaniu strony z katalogów stron.

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Jak grać na gpw

Chciałbyś mieć więcej pieniędzy ? Pewnie tak, bo kto by nie chciał. Zatem warto odkryć zasady inwestowania i zacząć zarabiać na GPW. Gra na giełdzie wcale nie musi oznaczać dużego ryzyka, jeśli dysponuje się odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Wiedzę możesz nabyć już dziś, zaś doświadczenie przyjdzie z czasem. Jeśli masz obawy czy grać na GPW, boisz się że zamiast zarobić, możesz stracić, to jest na to złoty środek. Wystarczy, że zainteresujesz się serią książek o grze na GPW, które precyzyjnie i w prosty sposób wyjaśnią Tobie wszystkie terminy oraz wskażą jak grać na GPW, aby wygrać.

Co ryzykujesz, nabywając te książki ? Zupełnie nic i to dosłownie. Wydawnictwo wyznaje zasadę 100% satysfakcji dla klienta. Co to oznacza ? Dokładnie to, że jeśli nie będziesz zadowolony z książki, to Złote Myśli zwrócą Ci pieniądze, książkę zatrzymujesz dla siebie.

Jeśli więc chcesz zarobić, dorobić, bądź ułożyć sobie przyszłą emeryturę, to koniecznie musisz nabyć te niezwykłe publikacje, dzięki którym zdobędziesz pieniądze o jakich nie śniłeś. Tak właśnie dorobili się najbogatsi ludzie świata :

WEJDŹ I ZOBACZ JAK GRAĆ NA GPW

piątek, 23 stycznia 2009

Darmowe ebooki

Niedawno pisałem o darmo ekonomii (artykuł Free economics), czyli sposobie zarabiania na publikacji darmowych materiałów w postaci filmów, muzyki, plików, tekstów oraz publikacjach elektronicznych. Dziś nieco nawiążę do tej tematyki, ale od strony użytkownika.

Od kilku dobrych lat w sieci działa wydawnictwo Złote Myśli, które w swojej ofercie ma niepowtarzalne książki elektroniczne. Za większość z nich trzeba zapłacić, w końcu wiedza kosztuje. Jednak niektóre starsze wydania rozdawane są użytkownikom za darmo. Wystarczy, że zarejestrujemy się na stronie wydawnictwa i zgłosimy, że chcemy pobrać ebooka. Po pewnym czasie ebook zostanie wysłany Nam na skrzynkę pocztową. Czas wysyłki ebooka jest zależny od ilości zgłoszeń.

Z wydawnictwem Złote Myśli współpracuje również strona partnerska twojebook.net, na której znajdziemy również wiele ciekawych ebooków do pobrania za darmo. Na tej stronie nie musimy się rejestrować. Wystarczy, że klikniemy w odnośnik pobierz. Ze strony twojebook.net książki możemy pobierać w postaci skompresowanej (spakowanej), co jest dobrym rozwiązaniem dla osób które mają wolne łącza oraz w formie PDF, będącym standardem dla publikacji elektronicznych.

Darmowe publikacje elektroniczne, co prawda nie dorównują tym za które musimy zapłacić, jednak nie oznacza to, że nie dowiemy się z nich czegoś nowego.

czwartek, 22 stycznia 2009

Świniobicie

Dziś będzie temat z nieco innej półki. Napiszę o świniobiciu, ponieważ właśnie dzisiaj moi rodzice kupili świniaka, który zostanie zabity i rozłożony na kawałki przez rzeźnika.

Świniobicie niegdyś było tradycją. W moim rodzinnym domu obrządek ten wykonywało się 2-3 razy do roku. Wtedy świni się nie kupowało, ponieważ na wsi, każdy trzymał zwierzęta hodowalane. Dziś jest to już nie opłacalne i tylko gospodarze i starsi ludzie hodują zwierzynę i ptactwo na własne potrzeby.

Jeszcze kilka lat temu z zabiciem i rozłożeniem świni radziliśmy sobie sami. Mama zamawiała świnię, a ja z Tatą szliśmy do hodowcy, z wózkiem i siekierą. Najpierw Tata wybierał świniaka, później wpychało go się do specjalnej klatki, a następnie przywiązywało świniakowi nogę do pręta wmurowanego w ścianę. Taki świniak nie miał już szans ucieczki. Kolejną czynnością było walnięcie świniaka tępą częścią siekiery w łeb, tak aby stracił przytomność. Gdy już świnia leżała na ziemi, podcinało się gardło i spuszczało krew do kanki z solą, która jest składnikiem kaszanki. Tak utoczonego świniaka wrzucało się na wózek, przykrywało i transportowało. Na miejscu już czekała metalowa krata ułożona na pustakach (coś w rodzaju stołu). Kiedy świnia leżała już na prowizorycznym stole, można było przystąpić do opalania włosia. Kiedyś opalanie zastępowało się gorącą wodą, a następnie skrobało lub opalano specjalnymi lampami benzynowymi. Dziś mamy już wiele udogodnień bo benzynową lampę zastąpiły palniki gazowe. Ale wracając do historyjki świniobicia. Po opaleniu włosie skrobało się ostrym nożem. Tak przygotowanego świniaka polewało się wrzątkiem i jeszcze raz skrobało płaską lub półwypukłą tarką, z oczkami przeznaczonymi do tarcia ziemniaków na placki. Świniak był już czyściutki i elegancko ogolony. Zostały jeszcze racice, które należało podgrzać, a następnie ściągnąć.

Teraz kolejną czynnością było nacięcie zabitej świni na szyi, aż do kręgów. Kręgi rozwalało się siekierą lub toporkiem. Z odciętego łba odcinało się uszy, które szły jako przekąska dla psa i wydłubywało oczy. W takiej postaci łeb wrzucało się do dużego gara z zimną wodą.

Skoro już świnia była bez łba, to można już ją było nacinać wzdłuż, od góry w dół. Po rozcięciu było widać flaki. Oj żebyście poczuli jakie wtedy są wiejskie klimaty. Kiedy flaki były już na wierzchu, podcinało się „dupę” i zawiązywało koniec, aby czasem kupa nie poleciała. Kolejnym etapem było wyciąganie flaków, co podkreślało aromaty. Trzeba było uważać, aby czasem flaka nie przedziurawić, gdyż miejscami trzeba było nacinać błonę. Jeszcze za mojego dziadka flaki się czyściło, bo musiały iść one na kiełbasę, salceson i kaszankę. Dziś już się tego nie wykonuje, ponieważ paczkę flaków wołowych bez problemu kupimy w sklepie za 10 złotych. A co się robi z takimi flakami ze świni ? Jedni wyrzucają na obornik, a inni zakopują w specjalnym dole wysypanym wapnem.

Gdy świniak był już pozbawiony flaków, to całość dokładnie się płukało i myło zimną wodą. Teraz zaczynała się cała zabawa z ćwiartowaniem świni na golonki, żeberka, polędwiczki, słoninę, mięsko, łopatki i inne. Dawniej ze świeżego mięsa robiono potrawę zwaną świeżonką i zapraszało się gości. Do potrawy często podawało się wódeczkę. Dziś ten zwyczaj już zamarł, gdyż mamy obecnie inne gusta smaku i świeżonka może Nam nie podchodzić. Natomiast kiedyś, takie danie było rarytasem.

Skoro świnia była już rozłożona, a każda część dokładnie wymyta, można było pakować wystygnięte mięsko w woreczki i wrzucać do zamrażarki. Od skóry odkrawywało się jeszcze słoninę i sadło. Sadło spalało się w piecu centralnym, a słoninę mieliło i topiło na smalec ze skwarkami. Skóry też się nie marnowały, gdyż na nich gotowało się psu jedzenie.

Nie napisałem co jeszcze w międzyczasie robiło się z krwią, którą na początku spuszczaliśmy. Krew gotowało się do takiego stanu, aby całkowicie zgęstniała do ciała stałego. Gotowało się także łeb świni, z którego mięso szło do kaszanki, a po obgotowaniu mieliło się z krwią, mieszało z kaszą gryczaną i jęczmienną pęczak, doprawiało majerankiem, pieprzem i ewentualnie solą. Taką konsystencję pakowało się maszynką we flaki a następnie parzono w wrzącej wodzie. Po ostygnięciu kaszanka była gotowa.

Jeśli ktoś zakupił trochę wołowiny, to mógł też zrobić swojskiej kiełbasy. Wołowina była konieczna, inaczej kiełbasa by się rozwalała. Napchaną kiełbasę doprawioną odrobiną czosnku, pieprzem i solą wędziło się w specjalnie przygotowanym wędzaku. Składał się on z beczki, wykopanego tunelu (kominka) i paleniska. Oprócz kiełbasy wędziło się również peklowane mięso na szynkę.

Swojskim wyrobom nie dorównają produkty zakupione w sklepach. Nie są one bowiem nafaszerowane chemią i wodą. Kupując w mięsnym kiełbasę, szynkę czy inny wyrób, w 50% płacimy za wodę, natomiast domowy wyrób tego nie ma i jest syty.

Mam nadzieję, że podczas czytania tego artykułu nie jedliście posiłku, ponieważ u osób, które z świniobiciem się nigdy nie spotkały, może wywołać to obrzydzenie. Dla mnie jest to coś normalnego, zwykłego i przede wszystkim tradycyjnego.