Czy przygotowując papierowe wizytówki, dopuściłbyś do sytuacji, w której jest ona wykonana niechlujnie, na marnej jakości papierze, nieczytelna ? Zdecydowanie nie, gdyż taka reklama może bardziej odstraszać klienta, niż zachęcić do skorzystania z Twoich usług. Podobnie jest ze stronami internetowymi. Klient wchodząc na stronę powinien czuć się na niej swobodnie i bez problemu korzystać z nawigacji. Kolejną sprawą jest jej wizualizacja, czyli elementy graficzne, formatowanie czcionek, dobór odpowiedniej kolorystyki, która kojarzyła by się z marką danej firmy. Tak bynajmniej powinno być teoretycznie. Teoria teorią, a praktyka pokazuje zupełnie co innego.
Wczoraj poszukując warsztatu, który wymieniłby mi przednią szybę w samochodzie, intuicyjnie wpisałem do Google „auto szyby [najbliższe miasta]”. I na co trafiłem ? Tylko na portale ogłoszeniowe, na których była podana tylko nazwa firmy, rodzaj działalności, regon i telefon. Jeśli już zdarzył się jakiś link do strony, to wolałbym zapomnieć że coś takiego widziałem. Totalne zero profesjonalizmu, strony wyglądały jakby zostały zrobione w Wordzie bądź innym narzędziu Microsoftu, które praktycznie do robienia stron się nie nadaje. Poziom wykonania stron był na pułapie szkoły podstawowej. Ogólnie mówiąc – TRAGEDIA.
Nie inaczej mają się tez strony oferujące kursy i szkolenia (nie mówię, że wszystkie, ale większość). Strony owszem są, ale tak jak i wyżej wykonane kiepsko z dużym wykrzyknikiem. Na niektórych spotkałem się z technologią Flash, gdzie wykorzystanie tego pięknego narzędzia, zostało totalnie zbezczeszczone. Bo kiedy tak naprawdę Flash ma zastosowanie ? Tylko wtedy gdy chcemy wywołać efekt WOW, a w tym przypadku było wręcz odwrotnie. Zamiast cudownego WOW, odczułem krytyczne BLEE. Inna sprawa to umiejscowienie stron na darmowych hostingach, które dorzucają reklamy. Sam zapewne przyznasz, że nazwa moja-firma.republika.pl nie wygląda estetycznie i nie najlepiej świadczy o firmie, która prowadzi szkolenia z zakresu obsługi komputerów i tworzenia stron WWW. Przecież koszt utrzymania pojedynczej firmowej strony, która jest od czasu do czasu aktualizowana nie jest aż tak duży. Za domenę.pl i serwer w firmie OVH zapłacimy niecałe 74 złote na rok, czyli miesięcznie wychodzi 6,16 PLN. Nie wydaje mi się aby był to duży koszt zarówno dla osoby prywatnej, a tym bardziej dla firmy.
Kolejną sprawą jest dział marketingu, a dokładniej pozycjonowania. Jak to w ogóle możliwe, że wpisując nazwę firmy wraz z miejscowością, w pierwszej i drugiej dziesiątce mamy same serwisy ogłoszeniowe, a strona na którą chcemy się dostać, leży gdzieś poza setką wyników. Pozycjonowanie pod takie niszowe frazy nie jest wybitnie trudne i nie trzeba do tego zatrudniać specjalisty. Wystarczy poczytać kilka wątków na forum PiO, aby sobie poradzić z tym problemem.
Jak widać wiele małych i średnich polskich firm nie docenia mocy Internetu, konkurencyjność w kampaniach reklamowych AdWords jest znikła, o pozycjonowaniu w naturalnych wynikach już nie wspominając. Dziś wielu z Nas ma nawyk, że poszukując usługi w danym mieście, wysyłamy zapytanie do wyszukiwarki Google, w związku z tym firmy jak najbardziej powinny dbać o swój wizerunek, prezentując ładną i estetyczną stronę, którą klient bez większych trudności będzie mógł odszukać w swojej wyszukiwarce internetowej.
czwartek, 29 stycznia 2009
wtorek, 27 stycznia 2009
Jak to zrobić ?
Wydaje Ci się, że nie masz o czym pisać na swojej stronie ? To źle Ci się wydaje. Na pewno wiesz jak poradzić sobie z jakimś problemem, jak naprawić jakiś przedmiot, czy też nawet jak ugotować smaczną potrawę. Warto więc o tym napisać, rozpoczynając tytuł od JAK. Jak już pisałem w jednym z artykułów, słowo jak jest magiczne, więc nie wahaj się go używać.
Możesz pisać nawet o zupełnie błahych problemach i sposobie ich rozwiązywania, bo co dla Ciebie może być proste, dla kogoś innego jest skomplikowane. Nawet problemy typu jak rozpakować plik, czy jak zainstalować grę XXX warto opisać. Mimo, że większość czytelników zapewne dobrze ma opanowaną obsługę komputera, to wśród internautów znajdzie się cała masa osób, które tak dobrze się na tym nie znają. Ich umiejętności sprowadzają się głównie do obsługi programu Word, uruchomienia przeglądarki internetowej, uruchomienia i zamknięcia systemu Windows. To właśnie dla takich osób mogą być Nasze artykuły pisane w formie przewodników i poradników.
Nie musisz się obawiać, że twoja strona straci na renomie tylko dlatego, że opisujesz coś co dla większości jest dziecinnie proste. Po prostu zaznacz, że to o czym piszesz jest dla użytkowników (bądź innej społeczności) początkujących.
Pisząc pamiętaj o zasadzie prostoty. Nie używaj trudnych słownikowych słów, lecz dobieraj takie by dla każdego były zrozumiałe.
Dzięki Naszemu poradnikowi jak to zrobić, zdobędziemy dodatkowy ruch na stronie. Zwykle takie artykuły łapią dużo słów niszowych, co może zagwarantować wysoką pozycję w wyszukiwarce już po lekkim podlinkowaniu strony z katalogów stron.
Możesz pisać nawet o zupełnie błahych problemach i sposobie ich rozwiązywania, bo co dla Ciebie może być proste, dla kogoś innego jest skomplikowane. Nawet problemy typu jak rozpakować plik, czy jak zainstalować grę XXX warto opisać. Mimo, że większość czytelników zapewne dobrze ma opanowaną obsługę komputera, to wśród internautów znajdzie się cała masa osób, które tak dobrze się na tym nie znają. Ich umiejętności sprowadzają się głównie do obsługi programu Word, uruchomienia przeglądarki internetowej, uruchomienia i zamknięcia systemu Windows. To właśnie dla takich osób mogą być Nasze artykuły pisane w formie przewodników i poradników.
Nie musisz się obawiać, że twoja strona straci na renomie tylko dlatego, że opisujesz coś co dla większości jest dziecinnie proste. Po prostu zaznacz, że to o czym piszesz jest dla użytkowników (bądź innej społeczności) początkujących.
Pisząc pamiętaj o zasadzie prostoty. Nie używaj trudnych słownikowych słów, lecz dobieraj takie by dla każdego były zrozumiałe.
Dzięki Naszemu poradnikowi jak to zrobić, zdobędziemy dodatkowy ruch na stronie. Zwykle takie artykuły łapią dużo słów niszowych, co może zagwarantować wysoką pozycję w wyszukiwarce już po lekkim podlinkowaniu strony z katalogów stron.
Etykiety:
artykuł,
artykuły,
jak,
jak grać,
jak napisać,
jak pisać,
poradnik,
poradniki,
porady,
problem,
problemy,
rozwiązania,
rozwiązanie
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Jak grać na gpw
Chciałbyś mieć więcej pieniędzy ? Pewnie tak, bo kto by nie chciał. Zatem warto odkryć zasady inwestowania i zacząć zarabiać na GPW. Gra na giełdzie wcale nie musi oznaczać dużego ryzyka, jeśli dysponuje się odpowiednią wiedzą i doświadczeniem. Wiedzę możesz nabyć już dziś, zaś doświadczenie przyjdzie z czasem. Jeśli masz obawy czy grać na GPW, boisz się że zamiast zarobić, możesz stracić, to jest na to złoty środek. Wystarczy, że zainteresujesz się serią książek o grze na GPW, które precyzyjnie i w prosty sposób wyjaśnią Tobie wszystkie terminy oraz wskażą jak grać na GPW, aby wygrać.
Co ryzykujesz, nabywając te książki ? Zupełnie nic i to dosłownie. Wydawnictwo wyznaje zasadę 100% satysfakcji dla klienta. Co to oznacza ? Dokładnie to, że jeśli nie będziesz zadowolony z książki, to Złote Myśli zwrócą Ci pieniądze, książkę zatrzymujesz dla siebie.
Jeśli więc chcesz zarobić, dorobić, bądź ułożyć sobie przyszłą emeryturę, to koniecznie musisz nabyć te niezwykłe publikacje, dzięki którym zdobędziesz pieniądze o jakich nie śniłeś. Tak właśnie dorobili się najbogatsi ludzie świata :
WEJDŹ I ZOBACZ JAK GRAĆ NA GPW
Co ryzykujesz, nabywając te książki ? Zupełnie nic i to dosłownie. Wydawnictwo wyznaje zasadę 100% satysfakcji dla klienta. Co to oznacza ? Dokładnie to, że jeśli nie będziesz zadowolony z książki, to Złote Myśli zwrócą Ci pieniądze, książkę zatrzymujesz dla siebie.
Jeśli więc chcesz zarobić, dorobić, bądź ułożyć sobie przyszłą emeryturę, to koniecznie musisz nabyć te niezwykłe publikacje, dzięki którym zdobędziesz pieniądze o jakich nie śniłeś. Tak właśnie dorobili się najbogatsi ludzie świata :
Etykiety:
giełda,
gpw,
jak grać,
kasa,
papiery wartościowe,
pieniądze,
zarabianie
piątek, 23 stycznia 2009
Darmowe ebooki
Niedawno pisałem o darmo ekonomii (artykuł Free economics), czyli sposobie zarabiania na publikacji darmowych materiałów w postaci filmów, muzyki, plików, tekstów oraz publikacjach elektronicznych. Dziś nieco nawiążę do tej tematyki, ale od strony użytkownika.
Od kilku dobrych lat w sieci działa wydawnictwo Złote Myśli, które w swojej ofercie ma niepowtarzalne książki elektroniczne. Za większość z nich trzeba zapłacić, w końcu wiedza kosztuje. Jednak niektóre starsze wydania rozdawane są użytkownikom za darmo. Wystarczy, że zarejestrujemy się na stronie wydawnictwa i zgłosimy, że chcemy pobrać ebooka. Po pewnym czasie ebook zostanie wysłany Nam na skrzynkę pocztową. Czas wysyłki ebooka jest zależny od ilości zgłoszeń.
Z wydawnictwem Złote Myśli współpracuje również strona partnerska twojebook.net, na której znajdziemy również wiele ciekawych ebooków do pobrania za darmo. Na tej stronie nie musimy się rejestrować. Wystarczy, że klikniemy w odnośnik pobierz. Ze strony twojebook.net książki możemy pobierać w postaci skompresowanej (spakowanej), co jest dobrym rozwiązaniem dla osób które mają wolne łącza oraz w formie PDF, będącym standardem dla publikacji elektronicznych.
Darmowe publikacje elektroniczne, co prawda nie dorównują tym za które musimy zapłacić, jednak nie oznacza to, że nie dowiemy się z nich czegoś nowego.
Od kilku dobrych lat w sieci działa wydawnictwo Złote Myśli, które w swojej ofercie ma niepowtarzalne książki elektroniczne. Za większość z nich trzeba zapłacić, w końcu wiedza kosztuje. Jednak niektóre starsze wydania rozdawane są użytkownikom za darmo. Wystarczy, że zarejestrujemy się na stronie wydawnictwa i zgłosimy, że chcemy pobrać ebooka. Po pewnym czasie ebook zostanie wysłany Nam na skrzynkę pocztową. Czas wysyłki ebooka jest zależny od ilości zgłoszeń.
Z wydawnictwem Złote Myśli współpracuje również strona partnerska twojebook.net, na której znajdziemy również wiele ciekawych ebooków do pobrania za darmo. Na tej stronie nie musimy się rejestrować. Wystarczy, że klikniemy w odnośnik pobierz. Ze strony twojebook.net książki możemy pobierać w postaci skompresowanej (spakowanej), co jest dobrym rozwiązaniem dla osób które mają wolne łącza oraz w formie PDF, będącym standardem dla publikacji elektronicznych.
Darmowe publikacje elektroniczne, co prawda nie dorównują tym za które musimy zapłacić, jednak nie oznacza to, że nie dowiemy się z nich czegoś nowego.
Etykiety:
darmo ekonomia,
do pobrania,
ebooki,
free,
za darmo
czwartek, 22 stycznia 2009
Świniobicie
Dziś będzie temat z nieco innej półki. Napiszę o świniobiciu, ponieważ właśnie dzisiaj moi rodzice kupili świniaka, który zostanie zabity i rozłożony na kawałki przez rzeźnika.
Świniobicie niegdyś było tradycją. W moim rodzinnym domu obrządek ten wykonywało się 2-3 razy do roku. Wtedy świni się nie kupowało, ponieważ na wsi, każdy trzymał zwierzęta hodowalane. Dziś jest to już nie opłacalne i tylko gospodarze i starsi ludzie hodują zwierzynę i ptactwo na własne potrzeby.
Jeszcze kilka lat temu z zabiciem i rozłożeniem świni radziliśmy sobie sami. Mama zamawiała świnię, a ja z Tatą szliśmy do hodowcy, z wózkiem i siekierą. Najpierw Tata wybierał świniaka, później wpychało go się do specjalnej klatki, a następnie przywiązywało świniakowi nogę do pręta wmurowanego w ścianę. Taki świniak nie miał już szans ucieczki. Kolejną czynnością było walnięcie świniaka tępą częścią siekiery w łeb, tak aby stracił przytomność. Gdy już świnia leżała na ziemi, podcinało się gardło i spuszczało krew do kanki z solą, która jest składnikiem kaszanki. Tak utoczonego świniaka wrzucało się na wózek, przykrywało i transportowało. Na miejscu już czekała metalowa krata ułożona na pustakach (coś w rodzaju stołu). Kiedy świnia leżała już na prowizorycznym stole, można było przystąpić do opalania włosia. Kiedyś opalanie zastępowało się gorącą wodą, a następnie skrobało lub opalano specjalnymi lampami benzynowymi. Dziś mamy już wiele udogodnień bo benzynową lampę zastąpiły palniki gazowe. Ale wracając do historyjki świniobicia. Po opaleniu włosie skrobało się ostrym nożem. Tak przygotowanego świniaka polewało się wrzątkiem i jeszcze raz skrobało płaską lub półwypukłą tarką, z oczkami przeznaczonymi do tarcia ziemniaków na placki. Świniak był już czyściutki i elegancko ogolony. Zostały jeszcze racice, które należało podgrzać, a następnie ściągnąć.
Teraz kolejną czynnością było nacięcie zabitej świni na szyi, aż do kręgów. Kręgi rozwalało się siekierą lub toporkiem. Z odciętego łba odcinało się uszy, które szły jako przekąska dla psa i wydłubywało oczy. W takiej postaci łeb wrzucało się do dużego gara z zimną wodą.
Skoro już świnia była bez łba, to można już ją było nacinać wzdłuż, od góry w dół. Po rozcięciu było widać flaki. Oj żebyście poczuli jakie wtedy są wiejskie klimaty. Kiedy flaki były już na wierzchu, podcinało się „dupę” i zawiązywało koniec, aby czasem kupa nie poleciała. Kolejnym etapem było wyciąganie flaków, co podkreślało aromaty. Trzeba było uważać, aby czasem flaka nie przedziurawić, gdyż miejscami trzeba było nacinać błonę. Jeszcze za mojego dziadka flaki się czyściło, bo musiały iść one na kiełbasę, salceson i kaszankę. Dziś już się tego nie wykonuje, ponieważ paczkę flaków wołowych bez problemu kupimy w sklepie za 10 złotych. A co się robi z takimi flakami ze świni ? Jedni wyrzucają na obornik, a inni zakopują w specjalnym dole wysypanym wapnem.
Gdy świniak był już pozbawiony flaków, to całość dokładnie się płukało i myło zimną wodą. Teraz zaczynała się cała zabawa z ćwiartowaniem świni na golonki, żeberka, polędwiczki, słoninę, mięsko, łopatki i inne. Dawniej ze świeżego mięsa robiono potrawę zwaną świeżonką i zapraszało się gości. Do potrawy często podawało się wódeczkę. Dziś ten zwyczaj już zamarł, gdyż mamy obecnie inne gusta smaku i świeżonka może Nam nie podchodzić. Natomiast kiedyś, takie danie było rarytasem.
Skoro świnia była już rozłożona, a każda część dokładnie wymyta, można było pakować wystygnięte mięsko w woreczki i wrzucać do zamrażarki. Od skóry odkrawywało się jeszcze słoninę i sadło. Sadło spalało się w piecu centralnym, a słoninę mieliło i topiło na smalec ze skwarkami. Skóry też się nie marnowały, gdyż na nich gotowało się psu jedzenie.
Nie napisałem co jeszcze w międzyczasie robiło się z krwią, którą na początku spuszczaliśmy. Krew gotowało się do takiego stanu, aby całkowicie zgęstniała do ciała stałego. Gotowało się także łeb świni, z którego mięso szło do kaszanki, a po obgotowaniu mieliło się z krwią, mieszało z kaszą gryczaną i jęczmienną pęczak, doprawiało majerankiem, pieprzem i ewentualnie solą. Taką konsystencję pakowało się maszynką we flaki a następnie parzono w wrzącej wodzie. Po ostygnięciu kaszanka była gotowa.
Jeśli ktoś zakupił trochę wołowiny, to mógł też zrobić swojskiej kiełbasy. Wołowina była konieczna, inaczej kiełbasa by się rozwalała. Napchaną kiełbasę doprawioną odrobiną czosnku, pieprzem i solą wędziło się w specjalnie przygotowanym wędzaku. Składał się on z beczki, wykopanego tunelu (kominka) i paleniska. Oprócz kiełbasy wędziło się również peklowane mięso na szynkę.
Swojskim wyrobom nie dorównają produkty zakupione w sklepach. Nie są one bowiem nafaszerowane chemią i wodą. Kupując w mięsnym kiełbasę, szynkę czy inny wyrób, w 50% płacimy za wodę, natomiast domowy wyrób tego nie ma i jest syty.
Mam nadzieję, że podczas czytania tego artykułu nie jedliście posiłku, ponieważ u osób, które z świniobiciem się nigdy nie spotkały, może wywołać to obrzydzenie. Dla mnie jest to coś normalnego, zwykłego i przede wszystkim tradycyjnego.
Świniobicie niegdyś było tradycją. W moim rodzinnym domu obrządek ten wykonywało się 2-3 razy do roku. Wtedy świni się nie kupowało, ponieważ na wsi, każdy trzymał zwierzęta hodowalane. Dziś jest to już nie opłacalne i tylko gospodarze i starsi ludzie hodują zwierzynę i ptactwo na własne potrzeby.
Jeszcze kilka lat temu z zabiciem i rozłożeniem świni radziliśmy sobie sami. Mama zamawiała świnię, a ja z Tatą szliśmy do hodowcy, z wózkiem i siekierą. Najpierw Tata wybierał świniaka, później wpychało go się do specjalnej klatki, a następnie przywiązywało świniakowi nogę do pręta wmurowanego w ścianę. Taki świniak nie miał już szans ucieczki. Kolejną czynnością było walnięcie świniaka tępą częścią siekiery w łeb, tak aby stracił przytomność. Gdy już świnia leżała na ziemi, podcinało się gardło i spuszczało krew do kanki z solą, która jest składnikiem kaszanki. Tak utoczonego świniaka wrzucało się na wózek, przykrywało i transportowało. Na miejscu już czekała metalowa krata ułożona na pustakach (coś w rodzaju stołu). Kiedy świnia leżała już na prowizorycznym stole, można było przystąpić do opalania włosia. Kiedyś opalanie zastępowało się gorącą wodą, a następnie skrobało lub opalano specjalnymi lampami benzynowymi. Dziś mamy już wiele udogodnień bo benzynową lampę zastąpiły palniki gazowe. Ale wracając do historyjki świniobicia. Po opaleniu włosie skrobało się ostrym nożem. Tak przygotowanego świniaka polewało się wrzątkiem i jeszcze raz skrobało płaską lub półwypukłą tarką, z oczkami przeznaczonymi do tarcia ziemniaków na placki. Świniak był już czyściutki i elegancko ogolony. Zostały jeszcze racice, które należało podgrzać, a następnie ściągnąć.
Teraz kolejną czynnością było nacięcie zabitej świni na szyi, aż do kręgów. Kręgi rozwalało się siekierą lub toporkiem. Z odciętego łba odcinało się uszy, które szły jako przekąska dla psa i wydłubywało oczy. W takiej postaci łeb wrzucało się do dużego gara z zimną wodą.
Skoro już świnia była bez łba, to można już ją było nacinać wzdłuż, od góry w dół. Po rozcięciu było widać flaki. Oj żebyście poczuli jakie wtedy są wiejskie klimaty. Kiedy flaki były już na wierzchu, podcinało się „dupę” i zawiązywało koniec, aby czasem kupa nie poleciała. Kolejnym etapem było wyciąganie flaków, co podkreślało aromaty. Trzeba było uważać, aby czasem flaka nie przedziurawić, gdyż miejscami trzeba było nacinać błonę. Jeszcze za mojego dziadka flaki się czyściło, bo musiały iść one na kiełbasę, salceson i kaszankę. Dziś już się tego nie wykonuje, ponieważ paczkę flaków wołowych bez problemu kupimy w sklepie za 10 złotych. A co się robi z takimi flakami ze świni ? Jedni wyrzucają na obornik, a inni zakopują w specjalnym dole wysypanym wapnem.
Gdy świniak był już pozbawiony flaków, to całość dokładnie się płukało i myło zimną wodą. Teraz zaczynała się cała zabawa z ćwiartowaniem świni na golonki, żeberka, polędwiczki, słoninę, mięsko, łopatki i inne. Dawniej ze świeżego mięsa robiono potrawę zwaną świeżonką i zapraszało się gości. Do potrawy często podawało się wódeczkę. Dziś ten zwyczaj już zamarł, gdyż mamy obecnie inne gusta smaku i świeżonka może Nam nie podchodzić. Natomiast kiedyś, takie danie było rarytasem.
Skoro świnia była już rozłożona, a każda część dokładnie wymyta, można było pakować wystygnięte mięsko w woreczki i wrzucać do zamrażarki. Od skóry odkrawywało się jeszcze słoninę i sadło. Sadło spalało się w piecu centralnym, a słoninę mieliło i topiło na smalec ze skwarkami. Skóry też się nie marnowały, gdyż na nich gotowało się psu jedzenie.
Nie napisałem co jeszcze w międzyczasie robiło się z krwią, którą na początku spuszczaliśmy. Krew gotowało się do takiego stanu, aby całkowicie zgęstniała do ciała stałego. Gotowało się także łeb świni, z którego mięso szło do kaszanki, a po obgotowaniu mieliło się z krwią, mieszało z kaszą gryczaną i jęczmienną pęczak, doprawiało majerankiem, pieprzem i ewentualnie solą. Taką konsystencję pakowało się maszynką we flaki a następnie parzono w wrzącej wodzie. Po ostygnięciu kaszanka była gotowa.
Jeśli ktoś zakupił trochę wołowiny, to mógł też zrobić swojskiej kiełbasy. Wołowina była konieczna, inaczej kiełbasa by się rozwalała. Napchaną kiełbasę doprawioną odrobiną czosnku, pieprzem i solą wędziło się w specjalnie przygotowanym wędzaku. Składał się on z beczki, wykopanego tunelu (kominka) i paleniska. Oprócz kiełbasy wędziło się również peklowane mięso na szynkę.
Swojskim wyrobom nie dorównają produkty zakupione w sklepach. Nie są one bowiem nafaszerowane chemią i wodą. Kupując w mięsnym kiełbasę, szynkę czy inny wyrób, w 50% płacimy za wodę, natomiast domowy wyrób tego nie ma i jest syty.
Mam nadzieję, że podczas czytania tego artykułu nie jedliście posiłku, ponieważ u osób, które z świniobiciem się nigdy nie spotkały, może wywołać to obrzydzenie. Dla mnie jest to coś normalnego, zwykłego i przede wszystkim tradycyjnego.
środa, 21 stycznia 2009
Artykuły sponsorowane
Dziś napiszę nieco informacji o artykułach sponsorowanych, które będą służyły za reklamę Naszej strony, a także będą pomocne w pozycjonowaniu.
Chcąc zamieścić jakiś artykuł, musimy się dobrze zastanowić gdzie go możemy opublikować. Nie chodzi tutaj bowiem o preclowanie, gdyż Nasz tekst powinien być dobrze prezentowany przez serwis publicystyczny. Artykuł można przykładowo zamieścić na łamach serwisu artelis.pl, o ile życzymy sobie, aby inni mogli go przedrukowywać. Jeśli jednak nie chcemy by Nasze dzieło było powielane, to powinniśmy zwrócić Naszą uwagę na większe portale. Przykładowym serwisem w którym można publikować swoje teksty jest EIOBA. Jego twórcy zapewniają, że serwis jest odwiedzany przez ponad 750 000 użytkowników, co jest wynikiem bardzo dobrym.
Jeśli już wiemy gdzie opublikujemy Nasz artykuł, to stoi prze Nami kolejne zadanie, zwane burzą mózgów. Polega to na tym, aby wymyśleć jakiś efektywny tytuł, który już swą nazwą zachęci użytkowników do przeczytania treści. Najlepiej sprawdzają się artykuły, pisane w formie poradników. Taki tekst możemy podsycić tytułem zawierającym magiczne słowo „JAK”. Jeśli będziemy pisać o publicystyce internetowej, to odpowiednim tytułem może być „Jak napisać dobry tekst i zdobyć tysiące wejść na stronę”. Zauważ, że w tym tytule, za jednym rozmachem podałem dwie korzyści, jakie może otrzymać czytelnik, co podsyca zainteresowanie.
Jeśli jednak powyższa forma tytułu nie odpowiada Nam, bądź też nie mamy jak jej dopasować do treści, jaką będziemy pisać, to możemy zastosować jeszcze metodę niszowych słów kluczowych. Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że tekst powinien być łatwo dostępny z poziomu wyszukiwarek internetowych, co może (ale nie musi) zagwarantować większą liczbę odwiedzin. Skoro są zalety, to znajdą się też wady. Wadą będzie na pewno mniej atrakcyjny tytuł i czas jaki musimy poświęcić na poszukiwanie i analizę fraz. Frazy te możemy analizować narzędziem do propozycji słów kluczowych, oraz zadając zapytania do Google, aby przybliżyć ich trudność pod względem pozycjonowania (np. poprzez wskaźnik SITE).
Jeśli jednak Nasz tytuł będzie zawierał obie, wyżej wymienione porady, to osiągniemy rozwiązanie bliskie ideału.
Skoro sprawę nazewnictwa tytułów już sobie wyjaśniliśmy, to czas zabrać się za najważniejszą część, czyli treść. Aby ją przygotować, musimy dobrze zapoznać się z materiałami o podobnej tematyce, no chyba, że możemy się poszczycić mianem eksperta w danym temacie. Pisząc starajmy się skupiać tylko na konkretach. Wiadomości mało istotne, którym celem ma być tylko i wyłącznie zapełnienie treści pomijajmy. Współczesność wymusza na Nas szybki tryb życia, a co za tym idzie, szybką naukę opartą tylko na konkretach. Zatem niech Nasz artykuł będzie w miarę krótki, ale dający możliwie jak najwięcej odpowiedzi. Jeśli musimy na nim poruszyć jakieś zagadnienie, aby użytkownik mógł zrozumieć dalszą część, to posłużmy się systemem odnośników, bądź jak to pozycjonerzy nazywają anchor textów. Jako analogiczny przykład takiego podejścia, możemy uznać Wikipedię, która za każdym razem, nie wyjaśnia powiązanej regułki lecz kieruje je do odpowiedniego działu, poprzez linki. Ważne jest aby te linki prowadziły do Naszej strony, a jeśli nie ma takiej możliwości, to posłużmy się atrybutem nofollow. W końcu pisany tekst ma służyć Naszej stronie, a nie tej która porusza dane zagadnienie.
Czasami zdarza się, że tekst który napisaliśmy jest długi. W takiej sytuacji powinniśmy robić odstępy (dwa entery). Dzięki temu odbiorca w trakcie czytania artykułu, będzie miał chwilę wytchnienia i moment na analizę przeczytanej treści.
Jeżeli jednak Nasz tekst nie musi posiadać wewnętrznych linków, wtedy możemy jako formę reklamy, pozostawić stopkę, która związana jest z opisywaną tematyką, a jednocześnie rozszerza temat. Stopka ta może mieć układ „Ten artykuł stanowi tylko część informacji. Więcej znajdziesz na [link].” Jeśli użytkownika zainteresował przed chwilą przeczytany artykuł, a zarazem będzie chciał zapoznać się ze szczegółami, to zapewne kliknie w polecony link.
Chcąc zamieścić jakiś artykuł, musimy się dobrze zastanowić gdzie go możemy opublikować. Nie chodzi tutaj bowiem o preclowanie, gdyż Nasz tekst powinien być dobrze prezentowany przez serwis publicystyczny. Artykuł można przykładowo zamieścić na łamach serwisu artelis.pl, o ile życzymy sobie, aby inni mogli go przedrukowywać. Jeśli jednak nie chcemy by Nasze dzieło było powielane, to powinniśmy zwrócić Naszą uwagę na większe portale. Przykładowym serwisem w którym można publikować swoje teksty jest EIOBA. Jego twórcy zapewniają, że serwis jest odwiedzany przez ponad 750 000 użytkowników, co jest wynikiem bardzo dobrym.
Jeśli już wiemy gdzie opublikujemy Nasz artykuł, to stoi prze Nami kolejne zadanie, zwane burzą mózgów. Polega to na tym, aby wymyśleć jakiś efektywny tytuł, który już swą nazwą zachęci użytkowników do przeczytania treści. Najlepiej sprawdzają się artykuły, pisane w formie poradników. Taki tekst możemy podsycić tytułem zawierającym magiczne słowo „JAK”. Jeśli będziemy pisać o publicystyce internetowej, to odpowiednim tytułem może być „Jak napisać dobry tekst i zdobyć tysiące wejść na stronę”. Zauważ, że w tym tytule, za jednym rozmachem podałem dwie korzyści, jakie może otrzymać czytelnik, co podsyca zainteresowanie.
Jeśli jednak powyższa forma tytułu nie odpowiada Nam, bądź też nie mamy jak jej dopasować do treści, jaką będziemy pisać, to możemy zastosować jeszcze metodę niszowych słów kluczowych. Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że tekst powinien być łatwo dostępny z poziomu wyszukiwarek internetowych, co może (ale nie musi) zagwarantować większą liczbę odwiedzin. Skoro są zalety, to znajdą się też wady. Wadą będzie na pewno mniej atrakcyjny tytuł i czas jaki musimy poświęcić na poszukiwanie i analizę fraz. Frazy te możemy analizować narzędziem do propozycji słów kluczowych, oraz zadając zapytania do Google, aby przybliżyć ich trudność pod względem pozycjonowania (np. poprzez wskaźnik SITE).
Jeśli jednak Nasz tytuł będzie zawierał obie, wyżej wymienione porady, to osiągniemy rozwiązanie bliskie ideału.
Skoro sprawę nazewnictwa tytułów już sobie wyjaśniliśmy, to czas zabrać się za najważniejszą część, czyli treść. Aby ją przygotować, musimy dobrze zapoznać się z materiałami o podobnej tematyce, no chyba, że możemy się poszczycić mianem eksperta w danym temacie. Pisząc starajmy się skupiać tylko na konkretach. Wiadomości mało istotne, którym celem ma być tylko i wyłącznie zapełnienie treści pomijajmy. Współczesność wymusza na Nas szybki tryb życia, a co za tym idzie, szybką naukę opartą tylko na konkretach. Zatem niech Nasz artykuł będzie w miarę krótki, ale dający możliwie jak najwięcej odpowiedzi. Jeśli musimy na nim poruszyć jakieś zagadnienie, aby użytkownik mógł zrozumieć dalszą część, to posłużmy się systemem odnośników, bądź jak to pozycjonerzy nazywają anchor textów. Jako analogiczny przykład takiego podejścia, możemy uznać Wikipedię, która za każdym razem, nie wyjaśnia powiązanej regułki lecz kieruje je do odpowiedniego działu, poprzez linki. Ważne jest aby te linki prowadziły do Naszej strony, a jeśli nie ma takiej możliwości, to posłużmy się atrybutem nofollow. W końcu pisany tekst ma służyć Naszej stronie, a nie tej która porusza dane zagadnienie.
Czasami zdarza się, że tekst który napisaliśmy jest długi. W takiej sytuacji powinniśmy robić odstępy (dwa entery). Dzięki temu odbiorca w trakcie czytania artykułu, będzie miał chwilę wytchnienia i moment na analizę przeczytanej treści.
Jeżeli jednak Nasz tekst nie musi posiadać wewnętrznych linków, wtedy możemy jako formę reklamy, pozostawić stopkę, która związana jest z opisywaną tematyką, a jednocześnie rozszerza temat. Stopka ta może mieć układ „Ten artykuł stanowi tylko część informacji. Więcej znajdziesz na [link].” Jeśli użytkownika zainteresował przed chwilą przeczytany artykuł, a zarazem będzie chciał zapoznać się ze szczegółami, to zapewne kliknie w polecony link.
wtorek, 20 stycznia 2009
Poczta Polska gubi przesyłki
Niedawno pisałem o tym, że na jednym ze sklepów allegro zakupiłem pakiet kursów, w formie filmów na płytach CD. Minęły nie całe 2 tygodnie, a przesyłki jak nie było, tak nie ma. Zaniepokojony napisałem do osoby sprzedającej, aby się upewnić czy paczka rzeczywiście została wysłana. Sprzedający wysłał paczkę poleconym priorytetowym, która teoretycznie powinna znaleźć się u mnie nie dłużej niż w przedziale 3 dni od daty wysłania. Więc gdzie jest moja paczka ? Zawieruszyła się gdzieś w Naszej monopolistycznej Poczcie Polskiej. Widać jakie nastawienie ma do klienta Poczta, a to doświadczenie nauczyło mnie, że trzeba było dopłacić te 5 PLN i zamówić sobie kuriera. Przesyłkę miałbym już na drugi dzień po zamówieniu, a tak to mogę czekać w nieskończoność.
Na szczęście sprzedający okazał się na tyle uczciwy, że wysłał paczkę ponownie. W przypadku gdyby jedna doszła, to drugiej mam nie odbierać – wróci ona do wysyłającego.
To nie jest pierwszy raz, gdy czekam na coś ważnego, a list idzie kilkoma dniami, mimo że powinien być dostarczony do 3 dni roboczych. Zastanawiam się za co Poczta Polska pobiera takie opłaty, skoro nie potrafi rzetelnie zrealizować zlecenia. Mam tylko nadzieję, że Nasz rząd zrobi z tym porządek i zniesie usługi monopolistyczne Poczty Polskiej. Wtedy małe firmy będą konkurować ze sobą, ceny będą bardziej atrakcyjne i podniesie się jakość, bo żaden konkurent nie będzie mógł sobie pozwolić na niezadowolonego klienta.
Na szczęście sprzedający okazał się na tyle uczciwy, że wysłał paczkę ponownie. W przypadku gdyby jedna doszła, to drugiej mam nie odbierać – wróci ona do wysyłającego.
To nie jest pierwszy raz, gdy czekam na coś ważnego, a list idzie kilkoma dniami, mimo że powinien być dostarczony do 3 dni roboczych. Zastanawiam się za co Poczta Polska pobiera takie opłaty, skoro nie potrafi rzetelnie zrealizować zlecenia. Mam tylko nadzieję, że Nasz rząd zrobi z tym porządek i zniesie usługi monopolistyczne Poczty Polskiej. Wtedy małe firmy będą konkurować ze sobą, ceny będą bardziej atrakcyjne i podniesie się jakość, bo żaden konkurent nie będzie mógł sobie pozwolić na niezadowolonego klienta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)